Siedziałem sam w domu wpatrzony w mokra szybę. Na dworzu było ciemno. Wiatr przejmująco uginał drzewa a ściana deszczu zalewała każdy skrawek mojego osiedla. Łzy płynęły z moich oczu gęściej niż deszcz po oknie. W sercu czułem pustkę i zimno oraz bezradność na stawiane sobie pytanie "dlaczego?". Ale nie znałem odpowiedzi. Nikt chyba jej nie znał. Nawet Magda, którą do wczoraj miałem przy sobie. Dziś była tylko wspomnieniem, które płynęło w mojej głowie jak struga deszczu po parapecie. Żal, gorycz i smutek wirował wkoło. Próby skupienia się nam czymkolwiek legły w gruzach. Każda rzecz czy to realna czy wirtualna mi ją przypominała. Gdzie nie spojrzałem tam widziałem Magdę... Słodka pluszanka pingwinka... ti był prezent dla mnie od Ciebie... Gadu - Gadu... moje forum... ile godzin ze sobą tam spędziliśmy rozmawiająć o niczym ważnym jak i o naszych problemach czy mile spędzonych chwilach. Teraz widziałem tam tylko status "Niedostępna". Coś poszło nie tak. To była przecież zwykła kłótnia... ale dlaczego tak się to skończyło?
Leżałam sobie na łóżku wpatrzona w sufit. Resztkami suchej poduszki starałam się wycierać swoje łzy, które kapały na moją pościel. W pokoju panował półmrok. Szarość sufitu odzwierciedlała szarość i pustkę mojego przyszłego życia. Spojrzałam na moje dłonie. Były jeszcze ciepłe od Twoich pocałunków. Jeszcze kilka godzin temu całowałeś je namiętnie. Całowałeś moją szyję. Tak tutaj... Zostawiłeś na niej ślad, który potrafił trzymać się przez kilka dni. Teraz znikła... tak samo jak znikłeś mi Ty. Wąchając moją bluzkę, czułam jeszcze Twój zapach kiedy mnie rozbierałeś. Ślady delikatnego gryzienia moich sutków znikły. Fakt, że kiedyś byłeś przy mnie wyparował jak całe ciepło, które we mnie włożyłeś niedawno. Chciałabym, aby ono jeszcze tak pulsowało jak wtedy. Czułam się kochana kiedy mnie tuliłeś. A teraz? Teraz jestem sama... Leżę sama na łóżku.. a przecież nie musiało tak być. Mogłobyć inaczej, gdybyśmy oboje tego chcieli. Ja chcę. A Ty?
Bezczynne siedzenie na fotelu nie dawało mi spokoju. Chęć bycia przy Tobie i wybaczenia wszystkich krzywd jakie sobie sprawiliśmy narastała. Wybiegłem z domu nie zakładając nawet płaszcza przeciwdeszczowego. Strugi wody szybko mnie zmoczyły nim zdążyłem dobiegnąć do autobusu. Nie było mi zimno. Chęć spojrzenia na Ciebie i powiedzenie Ci tego co czuję nadal dawała mi ciepła i otuchy. Bałem się, że nie będziesz chciała mnie widzieć po wczorajszym. Autobus zatrzymał się na Twoim przystanku, na którym tak często mnie całowałaś na dowidzenia. Byłem już blisko Ciebie, kiedy zaczęło jeszcze mocniej padać. Mnie to nie przeszkadzało. I tak byłem mokry, kiedy nacisnołem dzwonek u Twoich drzwi.
- Cześć - smutnie słowa wypłynęły z moich ust. Stałem jak zmoczony i zbity pies pod jej drzwiami. Woda ściekała ze mnie na Jej wycieraczkę zostawiając ogromną kałużę.
- Cześć. Dlaczego do mnie przyszedłeś? - Zimna odpowiedź miała być tylko murem całego ciepła, które jeszcze w Magdzie biło. Cieszyła się na jego przyjście, ale nie chciała tego okazać.
- Kochanie... Wiesz, że można zbić wazon, ale zapach róż nadal pozostanie... Kocham Cię
- Ja Ciebie też głuptasie. Wejdź proszę do środka bo jesteś cały mokry. - uśmiechnęła się z wielkim politowaniem dla mokrego człowieka - Wejdź proszę do mojego pokoju i zdejmij te mokre ciuchy. Owiń się w kocyk a ja zaraz coś Ci suchego przyniosę.
Magda zniknęła szybko w drugim pokoju, kiedy ja mozolnie wszedłem do Jej pokoju. Powoli i delikatnie by zbytnio nie nachlapać zdjąłem koszulkę oraz spodnie. Tylko gdzie był ten kocyk?
- Kamil. Proszę. Chodź do drugiego pokoju. Mam coś dla Ciebie.
Było tam ciemno. Rolety w oknach zasunięte były całkowicie. Krople deszczu stukające o parapet były głuszone przez piosenkę, która romantycznie płynęła w tle:
"Promise me , when you see, a white rose you'll think of me
I love you so,
Never let go,
I will be your ghost of a rose..."
- Zmokły Misiu. Idź za moim głosem...
Leżała w łóżku. Delikatnie szurnęła kołdrą dając mi znać, bym koło niej się położył i ogrzał. Zrzuciłem resztę ubrania i wsunąłem się pod kołdrę. Moje ciało pokrytne gęsią skórką powoli zbliżyło się do Niej. Drgnęła, gdy poczyła chłód mojej skóry. Przytulałem się powoli, by racjonalnie dozować porcje zimna i pobierać Twoje ciepło. Oplotłaś się wkoło mojej szyji i zaczęłąś ją całować i ssać.
- Jesteś mój i żadna mi Ciebie nie zabierze.
Jęknąłem tylko, gdyż mocniej mnie ugryzłaś. Twój język powoli zbliżał się do moich drżących jeszcze z zimna ust. Koniuszkiem języka głaskałaś wargi. Doprowadziłaś mnie nie omal do śmiechu, gdyby nie fakt, że chciałem Ciebie posałować i raptownie zacząłem ssać Twoje usta. Pieścilismy się jeszcze tak długo, dopóki nie zrobiło mi się całkowicie ciepło. Dłonie znowu zaczęły powoli przesuwac się po Twoich plecach zataczając coraz większe kręgi. Zatrzymałem się na pośladkach. Miałaś je takie ciepłe i delikatne. Głaskałem Cię i głaskałem a członek stawał się coraz większy. Przewróciłaś mnie na plecy i usiadłaś mi na brzuchu. Czułem już wilgoć Twoją i gorąco jakie biło z Ciebie, lecz nie pozwoliłaś mi rozchylić płatków Twojej różyczki by w niej się zagłębić. Położyłaś się na mnie i zaczęłaś całować klatkę piersiową, potem brzuch i tatuaż dodawany do paczki czipsów jaką ostatnio razem jedliśmy. Byłaś coraz niżej a ja czułem, że napięcie rośnie. Nie mogłem się doczekać kiedy znowu poczuję Twoje gorące wargi na mym członku. Byłaś tak blisko. Czułem Twój oddech na nim. Drażniłaś sam czubek delikatnie koniuszkiem jezyka. Całowałaś sam czubek powoli. Szeptałaśdo niego ciepłe słówka. Powoli, lecz stanowczo wkładałaś go sobie coraz głębiej. Ssałaś i całowałaś delikatnie i namiętnie. Wiłem i wierciłem się stracznie, więc zaczęłąś coraz mocniej go ssać. Rytmiczne całowanie wkońcu doporwadziło do wybuchu. Fala ciepła przeszła od samej głowy do końca członka by eksplodować w Twoich ustach. Nie przestałaś. Całowałaś i lizałaś penisa gorącego od spermy nadal. Nie dałaś mi odpocząć ani chwili. Członek stał nadal dzięki Twoim pieszczotą i był gotowy do dalszych zabaw.
Nie minęły nawet trzy uderzenia serca nim wskoczyłaś na mnie i usiadłaś na sterczącym penisie. Uśmiechnęłaś się i zaczęłaś szybko i rytmicznie wznosić się i opadać na swoich nogach. Wbijałem się w Ciebie głęboko a Twoje soczki płynęły dziko na pościel. Krzyczałaś i poruszałaś się coraz szybciej doznając fal rozkoszy.
- To za wczoraj Kochanie! - krzyknęłaś głośno i osunęłaś się na łóżko...
Leżałaś z rozłożonymi nogami i wydychałaś głośno powietrze. Soczki powoli ściekały i kapały na pościel. Doszkoczyłem szybko do pulsującej jeszcze gorącem różyczki by z wielką ochotą zlizać resztki Twojej akcji. Zaczęłaś się powoli wić się i wiercić na łóżku.
- Wejdź we mnie tak jak kiedyś. Proszę - drżący i błagalny głos dobiegł ciepłym echem do mnie. Stłumione słowa jękami działały tak silnie na mnie, że jednym rychem znalazłem się w środku. Coraz szybciej i mocniej zacząłem wchodzić w Ciebie z wielkim impetem. Obiełaś dłońmi moje pośladki i przyciągałaś mnie jeszcze bardziej do Ciebie bym wszedł głębiej niż jest to możliwe. Całowałaś i gryzłaś mnie w szyję, usta i uszy. Paznokciami wbijałaś się naprzemiennie w moje pośladki oraz plecy. Krzyczłaś i jęczałaś za każdym moim posunięciem. Nagle przyciągnęłaś mnie mocno do siebie a Twoje ciało wygięło się rozładowująć falę orgazmu jaka przeszyła Ciebie od głów do stóp. Upadłaś bez sił na poduszkę. Powoli stygłaś wzbudzana powolnymi ruchami mojego członka.
Długo leżeliśmy na łóżku wtuleni w siebie słuchając ustającego deszczu. Była już późna noc a Magda nie chciała mnie puścić do domu. Tej nocy kochaliśmy się jeszcze wiele razy...